poniedziałek, 13 maja 2013

...

Dosięgłam dna. Teraz tylko ode mnie zależy czy się od niego odbiję, czy na zawszę utonę. Czuję się tak strasznie źle,jak w psychiatryku. Za oknem słońce, ludzie żyją, wciąż zabiegani, a ja? Przeżyłam wiele , ale jeszcze nigdy nie miałam takich problemów sama z sobą. Zawsze byłam silna, a teraz, gdy mam wszystko by być szczęśliwą czuję, że z każdym dniem staczam się coraz bardziej i bardziej.Każdy dzień jest tak samo beznadziejny. Przez moje wieczne problemy z odżywianiem zawalam uczelnie. Przecież zawsze byłam taka ambitna, miałam cele i tyle samozaparcia, wciąż nowe wyzwania. Kurwa a teraz??? tylko się nad sobą użalam, ryczę i całymi dniami siedze w mieszkaniu.Opuszczam wykłady , nie uczę się. Boję się.
Kiedyś pisałam, że przestałam o siebie dbać, teraz doszło do tego, że przestałam się nawet myć. Jak to brzmi, ale w końcu musiałam to z siebie wyrzucić. Ostatni raz myłam się tydzień temu. Brzydzę się siebie, brzydzę się swojego ciała, swojej psychiki. Zauważyłam, że lustro stało się moim wrogiem, waga też. Ostatni raz ważyłam się może w lutym, od 2 miesięcy zauważyłam, że wyraźnie omijam lusta. Nie chodzę na zakupy.Eleganckie ciuchu, które tak zawsze lubiłam, wiszą w szafie a ja codziennie chodzę w tym samym, czarne leginsy i za wielka, szeroka bluzka. Nie lubię siebie. Ludzie na uczelni dziwnie się na mnie gapia, chyba widzą zmiane, bo jeszcze pół roku temu byłam zupełnie inna. Elegancka, pomalowana, zadbana, uśmiechnięta i pełna życia. Jeszcze w październiku podobałam się sobie. Pewnie mało kto przeczytał ten post do końca, ale cieszę się że to napisałam. Wiem, że nie mam daru do pisania, ale czy to jest ważne?

Koniec. To jest moje życie i uda się.Ja w siebie wierze, mimo wszystko.
ps. wymiary się pojawią, niedługo, muszę przełamać swój strach do wagi.

4 komentarze:

  1. Współczuję, ale rozumiem co czujesz. Mam odwrotnie co do luster - spoglądam czy aby nie ma efektów. Im dłużej przed nim stoję, tym chudsza się sobie wydaje, a potem biorę centymetr a tam tyle co zawsze....
    Weź kąpiel. Nie prysznic, gdzie musisz dotykać swego ciała. Kąpiel pozwala nie macać każdej fałdki i pozwala sie odprężyć.
    Trzymaj się Słonko, :*
    P.S. nie chudnę. pewnie dlatego, że jadłam 1400 - 1600 kcal "normalnie", po za tym miałam dwa 4 dniowe napady. w sumie spadło po około 4cm z głównych obwodów w dwa miesiące...

    OdpowiedzUsuń
  2. To takie smutne co tutaj przeczytałam. Może nie uwierzysz ale mnie też czasem dotyka aż tak dogłębny smutek, przeraźliwy, paraliżujący.. ale to naprawdę zależy wyłącznie od Ciebie czy on minie. To Ty decydujesz o swoim szczęściu, Ty decydujesz czy dasz się innym zranić.. To Ty najpierw musisz sama siebie pokochać by móc kochać innych, otworzyć isę na ludzi, by móc normalnie funkcjonować. Możesz to zrobić. Możesz dokonać wszystkiego. Musisz jedynie zechcieć. Tylko i aż tyle. Pamiętaj jednak że m o ż e s z. Masz na tyle siły. Mam nadzieję, że szybciutko wrócisz do formy i znów będziesz tą piękną, uśmeichniętą i zadbaną kobietą. Tak już jest, że życie wymaga od nas stawania na nogi nawet jak nie ma się na to ochoty czy siły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, masz dużo racji. Ale to tak jakby druga strona medalu.. Dziękuję za poświęconą mi uwagę :) Zaprzyj się, zadbaj o siebie i wywalcz to szczęście.! Trzymam za Ciebie mocno kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. też w październiku się sobie w miarę podobałam a teraz wyglądam jak spaślak i zawaliłam studia prze bulimię , depresje , chłopaka i przez samą siebie a teraz żałuje że tak się stało

    głowa do góry , będzie lepiej :)

    http://thinchudosc.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń